NOWA I DŁUGO WYCZEKIWANA „MULAN” ZACHWYCA!

Nowa i długo wyczekiwana Mulan zachwyca!

 

            Disney ostatnimi czasy raczy nas przeróżnymi rebootami swoich największych hitów. Trend jadący na sentymencie widzów do swoich niegdyś ulubionych seriali/filmów/programów zawładnął całym światem. Dostaliśmy już nowe i kiepskie Czarodziejki (w wersji remake’u), już niedługo powita nas odkurzona Ally Mcbeal, a w polskiej telewizji co chwilę powracają teleturnieje sprzed 20 lat. Disney również nie próżnował, ponieważ nakręcił już Aladyna w kopii aktorskiej – niemalże jeden do jeden odtworzony z wersji animowanej, a także Króla Lwa, Księgę Dżungli, i te inne Dumbo i Zakochane kundle. Szczerze powiedziawszy, te rebooty nic szczególnego nie wnoszą do historii, a były jedynie przyjemnym przypomnieniem animacji. Sprawa ma się całkiem inaczej w przypadku Czarownicy z Angeliną Jolie, gdzie ukazano losy Śpiącej Królewny oczami Diaboliny, Cruelli (premiera: maj 2021), gdzie po raz kolejny skupiono się na czarnym charakterze, pozostawiając dalmatyńczyki na drugim planie oraz właśnie Mulan, o której poświęcony jest ten wpis.

            Na Chiny pada blady strach. Najeźdźcy z północy zawarli pakt z czarownicą Xianniang (Li Gong), zdobywając kolejne przyczółki kraju, ich ostatecznym celem staje się głowa cesarza (Jet Li). Ten w obawie o swoje cesarstwo wydaje dekret, na mocy którego do armii powołuje jednego mężczyznę z każdej chińskiej rodziny. Hua Mulan (Yifei Liu), chcąc ratować schorowanego ojca (Tzi Ma), sama zaprzęga się do wojska w przebraniu żołdaka. Gdy zostanie wykryta, sprowadzi dyshonor na całą rodzinę.       

            A co tam?! Powiem to wprost. Absolutnie zakochałem się  w tym filmie. I to pod każdym, każdym względem. Widziałem go już trzykrotnie i wciąż mi mało.

            Muzyka w wykonaniu Henry’ego Gregsona-Williamsa nadaje całej historii jeszcze bardziej epicki wymiar, o ile w ogóle to możliwe. Jak mówi sam autor – parafrazując – sercem soundtracka została pełnokrwista orkiestra symfoniczna wraz z wielkim chórem, na peryferiach której znalazły się chińskie odcienie. Piosenką wiodącą „Mulan” jest „Loyal Brave True” w wykonaniu Christiny Aguilery, a w Polsce jej odpowiednik „Wierna, odważna i prawa” – śpiewany przez Zuzę Jabłońska. Obie wersje lubię, ale nasza rodzima przemawia do mnie ciut bardziej, choć jest tak inna od oryginału. Obie piosenkarki mają zupełnie inne głosy, przez co dostaliśmy de facto dwa utwory w jednym. Mi to bardzo pasuje.

            Realizacja i efekty specjalne są na najwyższym poziomie, ale to w końcu Disney, więc czego innego można było się spodziewać. Świetnie oglądało się toczone pojedynki między bohaterami i w sumie można zaryzykować, że „Mulan” to film walki i akcji i to całkiem żwawej. Animowany oryginał był musicalem z takimi hitami jak: „Zrobię z was mężczyzn”, „Zaszczyt nam przyniesie to” czy „Lustro”. W remake’u zabrakło tych elementów, ponieważ postawiono na opowieść poważniejszą i skierowaną dla starszego odbiorcy. I wyszło to super! Nie mówię, że nie byłoby przyjemnie usłyszeć tych piosenek na nowo, ale rozumiem koncepcję twórców.    

            I podobnie jak ofiarą zmian padły lubiane piosenki tak ofiarą tych samych zmian padł nasz ukochany miniaturowy smok Mushu. Nie! Czemu, tylko nie on! Ciężko było mi przeboleć, że akurat jego zabrakło. Na pocieszenie można powiedzieć, że w animacji wciąż króluje. I zanim przejdę już do filmu „Mulan”, muszę zwrócić uwagę na jeszcze kilka rozbieżności w stosunku do animacji sprzed 20 lat. Stara Mulan bardzo mocno stawiała na własny spryt, upór, pracę i wytrwałość. U nowej Mulan te wartości odjechały trochę na bok, bo dostaliśmy postać z ogromną mocą chi, która już tak bardzo nie musiała pokazywać charta ducha, bo z góry była naznaczona, obdarzona wyjątkową mocą. Oczywiście, jej naznaczenie działało w dwie strony. Przysparzało jej korzyści, ale również wplatało w niemałe kłopoty.

            Już w zwiastunach ogromne emocje wywoływała postać wiedźmy. Xianniang, bo takie jej imię, to absolutny strzał w dziesiątkę twórców nowej „Mulan”. Czarownica, zanim stała się czarownicą była zwyczajna dziewczyną, tylko jak nasza tytułowa bohaterka, obdarzona ponadprzeciętną mocą chi. Świetnie byłoby zobaczyć – np. w kontynuacji –  jak u Mulan dojrzewa i rośnie jej dar, do rozmiarów właśnie prezentowanych przez Xianniang. Disney znakomicie opowiada jej historię, jak z powodu braku akceptacji chińskiego społeczeństwa, przeszła na ciemną stronę mocy, stając się niezłym złolem, którego oglądało się z fascynacją. Bo takie czarne charaktery, pokonujące drogę z nieba do piekła, mają w sobie najwięcej krwistości.

            Każda dobra bajka ma jeszcze lepszy morał. O ile animacja stawiała w pewnym stopniu na etos pracy i uporu, tak film (zastrzegam, że w mojej opinii) mówi, że warto być sobą. Bo w przeciwnym razie tracimy dużo z własnej mocy, w konsekwencji łatwiej będzie nam przegrać. Właśnie taką naukę od wiedźmy otrzymała Mulan, co pchnęło fabułę na nowe tory.  

            Długo czekałem na ten remake i nie wierzę, że wyszedł tak rewelacyjnie. Historia do opowiedzenia była zacna, a zrobiono to ponad oczekiwania. Lubię filmy, które przybliżają nam inne kultury, a zarazem mówią o wartościach, jednocześnie nie zapominając o humorze, a w kulminacyjnych momentach dostarczają emocji z najwyższej półki. I taka właśnie jest nowa Mulan ze studia Walta Disneya.               

5/5
mulan disney

Mulan

Tytuł oryginalny: Mulan

Reżyseria: Niki Caro

Scenariusz: Lauren Hynek

Obsada: Yifel Liu, Li Gong, Donnie Yen, Jet Li

Produkcja: USA 

Data premiery: 9 marca 2020


grafika wyróżniająca oraz ilustracje w poście: materiały prasowe, FORMAT OPINII #22

 

Yhm... to może nie być głupi pomysł?!

Aby dołączysz do grona subskrybentów Bywalca Życia. I Otrzymywać powiadomienia o nowych konkursach, wpisach i wielu innych akcjach.

Wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych do MailChimp ( więcej informacji )

Trzy żelazne zasady Bywalca Życia. Zero spamu. Bezpieczeństwo adresu e-mail. Możliwość wypisania się z listy subskrybentów w każdej chwili.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
No, no, no... a zostawiłeś już komentarz?!x
()
x