Z DZIENNIKA MŁODEGO INTROWERTYKA.

Rok 2008, mam wtedy 13 lat. Jestem pierwszoklasistą. Uczęszczam do Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Nowym Sączu. Wpadam na szalony pomysł, aby (z każdego dnia w roku) robić obszerną relację w dzienniku, który zresztą dostałem na Boże Narodzenie pod choinkę. Dopinam swego, dokonałem tego! A zatem, poznaj świat widziany oczami młodego introwertyka! 

Nierozłącznym elementem powrotu do roku 2008 jest powrót do Wielkiego Kryzysu Gospodarczego, który rozlał się na cały świat. Przez Polskę przetaczały się huragany, a najbardziej zapamiętaliśmy Orkan Zizi, który rozpędzał się do ponad 150 km/h. W Stanach Zjednoczonych do władzy doczłapał się Barack Obama, u nas prezydentem był Lech Kaczyński, a premierem Donald Tusk. Rosja zaatakowała Gruzję, a wojna polsko-polska rozpętała się na dobre. 

O tym, co powyżej (poza jednym wyjątkiem – fot. 22) nie dowiecie się z mojego dziennika. Ale za to o tym, co jadłem na śniadanie, obiad i kolację. I o wielu innych rzeczach, które mnie ówcześnie zajmowały. I już teraz uprzedzam, że niektóre fragmenty musiałem ocenzurować, a inne zaś w ogóle pominąć. Gdybym tego nie zrobił, postąpiłbym nie fair w stosunku do moich najbliższych. I wydaję mi się, że nie do końca mylą się ci, którzy mój dziennik nazywają dziennikiem haków 😉

Kiedyś zakonnica powiedziała do mojej mamy, że jej syn jest uparty jak osioł. Miało to wydźwięk od początku do końca negatywny. I tak, jestem uparty jak osioł! A o tej zakonnicy powiem zaledwie tyle, że niespecjalnie darzyłem ją sympatią… żeby nie popadać w bluzgi. I tylko ta cecha pozwoliła mi spisywać wszystkie wydarzenia z mojego życia przez cały rok. Chciałem być jak kronikarz i nic bardziej mnie nie wkurzało, jak ktoś mój skrupulatny dziennik nazywał pamiętnikiem. To było jak potwarz dla młodego Galla Anonima.

Nie dość, że opisywałem każdy dzień… także oceniałem dany dzień w skali od 1 do 6 (fot. 2,3,4). A następnie wszystkie oceny miesiąca sumowałem i na tej podstawie dany miesiąc otrzymywał ocenę końcową. Największą ilość punktów z cząstkowych ocen otrzymał u mnie wrzesień – 162/186 punktów. Najgorzej poradził sobie luty, który zdobył 107/186 punktów (dodałem 2 dni marca, aby zgadzała się liczba dni). To zamiłowanie do tabelkowania i porządkowania zostało mi do dzisiaj. 

Lubiłem wklejać do dziennika paragony z zakupów. I po tych dwunastu latach możemy porównać ceny produktów. Czy faktycznie wszystko podrożało wielokrotnie, o czym niektórzy trąbią przy każdej rozmowie. 1 stycznia 2008 roku (fot. 5) kupiłem w Żabce: Pepsi (2 litry), cukierki miętowe, 2 chleby, masło, pasztet z indyka o smaku łososia (!), orzeszki, 2 śmietany, szynkę mieloną oraz jeszcze jedno masło, tym razem mix. Zapłaciłem 26,55 zł. Dużo? Jak uważacie? Natomiast, 6 stycznia 2008 roku wybrałem się do supermarketu PLUS (fot.6). Tym razem uchował się paragon i tak za Hoop Colę zapłaciłem 3,39 zł – w 2020 roku Hoop Colę można dostać nawet za 2,99 zł. Za bułkę tartą 1,49 zł, za nektar pomarańczowy 2-litrowy – 3,29 zł i m.in. za cappuccino 1,19 zł. Bułka tarta i sok podrożały dwukrotnie. Paragon z 7 lutego (fot. 8) wyblakł, ale jeszcze da się odczytać, że za 0,215 kilograma sera Warmia dałem 4,51 zł, a za Coca Colę 2-litrową 4,99 zł, w sklepie PSS Społem. Z innego paragonu (8 luty 2008 r.) odczytałem, że cukier był po 3,60 zł, w lokalnym sklepiku. Cena cukru zdecydowanie poszybowała w dół. Jakie wnioski? Niektóre rzeczy potaniały, inne podrożały. Jedynie cola utrzymała podobną cenę na przestrzeni lat.

W 2008 roku niemiecka sieć supermarketów PLUS (kto jeszcze pamięta?) wycofała się z Polski (fot. 25), a ich budynki w znakomitej większości przejęła Biedronka. I mniej więcej w tym samym czasie Lidl zmienił swoje hasło reklamowe z „Lidl jest tani” na „Lidl ceni jakość”. Takie głupoty, a w jakiś dziwny sposób uznałem je za ważne, skoro o nich zrobiłem notatkę w dzienniku. 

Uwieczniłem również bilet MPK w Nowym Sączu (fot. 18) jeszcze przed zmianą wzoru i ceny. Nie chcę nic mówić ani sugerować… ale jakby ktoś kolekcjonował, mógłbym odsprzedać mój okaz za kilka tysięcy dolarów ;). Zwykle jeździłem na gapę, ponieważ szkołę od mojego domu dzieliły zaledwie 4 przystanki. Na tej trasie tylko raz mnie złapali, a jak powiedziałem, że muszę iść – wypuścili. Ale 15 kwietnia sytuacja miała się inaczej, bo zamiast do szkoły mieliśmy dojechać do MOK-u (Miejskiego Ośrodku Kultury) na sztukę przez duże S. No i musiałem kupić bilet (wklejony do dziennika) i wydać całą złotówkę! Bez obaw, mama dała mi 5 złotych, dlatego 4 złote wydałem na lody u Argasińskiego.

W 2008 roku wmawiano mi, że mam talent do rysowania. Nie, nie mam! A może chodziło im o antytalent, kto wie?! Tak czy inaczej, uwierzyłem w swoje zdolności, niestety. 13 lutego naszkicowałem kota (fot. 12)… i z jakiegoś niezrozumiałego powodu 19 października (fot. 24) rodzice kupili mi zestaw dla początkujących malarzy, abym swoje szkice przelewał na płótno, uprzednio widząc mój szkic kota! Rozumiem, że dla każdej mamy jej dziecko jest najwspanialsze, ale no bez przesady! Chodziłem również na zajęcia z rysunku do jakiegoś Szarka lub Czarka, który zachwycał się wszystkim, co namalowałem. WTF? A co jeśli namalowałem abstrakcję i zagrzebałem swój talent? 

29 czerwca mój dom rodzinny zaatakowały pchły (fot. 20), które przyniósł pies Miurzin. Pamiętam jak dziś, jak kot Łatek złapał te pchły i poroznosił je po całym domu. Dla jednego i drugiego „gada” skończyło się to wielkim myciem! 

Z mojego dziennika najbardziej rozśmieszyła mnie sekwencja z drugiej połowy listopada (fot. 28, 29, 30, 31). U dołu strony mieściło się pole, w którym zapisywałem najważniejsze wydarzenie dnia. I tak od 12 do 28 listopada topową informacją dnia była księga z Pana Tadeusza, którą aktualnie przerabialiśmy na języku polskim. Świetnie. Jak nudne musiało być moje życie? I co najlepsze, już wtedy doszedłem do tego wniosku, ponieważ 30 listopada napisałem, że do mojego życia wkradła się rutyna. Ale już 2 grudnia wyszczególniłem informację, że tym razem na języku polskim przerabiamy spowiedź Jacka Soplicy. Nie mam nawet pytań… Kilka miesięcy wcześniej, roztrząsałem, jaki ten pijak z Małego Księcia jest biedny, skoro on tak pije, żeby zapomnieć, że pije! Szkoła ogłupia, nie?   

Sporą część mojego życia wypełniała religia. Byłem ministrantem, chodziłem na kurs dla lektora. W 2008 roku byłem na każdej Drodze Krzyżowej, co skrupulatnie odnotowywałem (fot. 16) na samej górze kartki. Czytałem codziennie Pismo Święte, bo tak sobie postanowiłem i dla mnie była to świętość. Na egzamin do bierzmowania (to musiał być co najmniej 2009 r.) przyjechał biskup i zadał pytanie: „A czy ktoś z Was czyta Biblię?”. Już chciałem się zgłosić i pochwalić, ale w ostatniej chwili zapaliła mi się czerwona lampka. A co jeśli on mnie odpyta ze znajomości Pisma Świętego? I wtedy skompromituje się przy całej klasie, nauczycielach, rodzicach i proboszczu? I potem byłoby takie… taaa czyta?!  

Co to był za rok? Dla mnie chyba jeden z korzystniejszych. Wydaję mi się, że byłem innym człowiekiem. Przez 12 lat zmieniłem się, nie zawsze na lepsze. Mając ten dziennik, widzę jak na dłoni, gdzie odszedłem od swoich przekonań i poglądów. I jak naiwnie wtedy postrzegałem świat. Co to by było, gdyby 25-letni ja mógł, choć na chwilę, porozmawiać z 13-letnim ja. Miałbym tyle ostrzeżeń… i numery na szóstkę w totolotku.                                 

I jako że dzisiaj jest Dzień Mamy… 

Mamo, dziękuję za troskę! I nawet wtedy, gdy zadzwoniłaś na studia i na wykładzie z prawa karnego zawołali: „Marek, mama dzwoni”. Dziękuję za te 25 lat pokazywania mi świata, za zaufanie, jakim mnie obdarzyłaś. Za chwilę smutku, w których byłaś ze mną. Za uśmiech, za radość, za wszystko. I najważniejsze… dziękuję za to, że jesteś!    

Dzień mamy - bywalec życia- 26 maja!


Grafika wyróżniająca, fotografie, grafika na dzień matki © by bywalec życia, grafika na dzień matki – grafika bazowa Pixabay. Format Autorski # 5

Yhm... to może nie być głupi pomysł?!

Aby dołączysz do grona subskrybentów Bywalca Życia. I Otrzymywać powiadomienia o nowych konkursach, wpisach i wielu innych akcjach.

Wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych do MailChimp ( więcej informacji )

Trzy żelazne zasady Bywalca Życia. Zero spamu. Bezpieczeństwo adresu e-mail. Możliwość wypisania się z listy subskrybentów w każdej chwili.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
13 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najlepsze
Inline Feedbacks
View all comments
Zapowiedz
5 dni temu

Genialny jest ten wpis! Trochę szczerze mówiąc też się uśmiałam z tego języka polskiego i… chętnie bym poznała historię telefonu. 😀 I ten pasztet z indyka o smaku łososia 😀 😀 No świetne to jest 😀

Joanna
10 dni temu

Jaki świetny pomysł i wykonanie. Świetne zwłaszcza wklejanie paragonów. Za kolejne 10, 20, 50 lat to dopiero będzie pamiątka. A jaką gratkę sprawisz swoim dzieciom i wnukom <3 Ps. Nadal czytasz Pismo Święte?

Nicola
1 miesiąc temu

Wow, podziwiam skrupulatność. Mnie nigdy nie interesowały za bardzo jakieś dzienniki, pamiętniki, ale jak się tak spojrzy na jakieś notatki, zapiski z przeszłości, to można się zdziwić hah 🙂

MilGor
MilGor
1 miesiąc temu

Muszę przyznać że z taką formą się jeszcze nie spotkałam hehehe super

CzteryFajery.pl - blog kulinarny

Świetna autoprezentacja 🙂 Gratuluję pomysłu

krystynabozenna
1 miesiąc temu

Trzeba przyznać ,że przedstawiłeś się dość dokładnie 🙂

krystynabozenna
1 miesiąc temu

A dzisiejszy to jak by się przedstawił ??

13
0
No, no, no... a zostawiłeś już komentarz?!x
()
x