Post ogryzek, o niczym albo jak kto woli o dupie Maryny

Post ogryzek, o niczym albo jak kto woli o dupie Maryny

            Mówiąc zupełnie szczerze, nie wiem, o czym ten post ma być! Niemniej jednak mam ogromną potrzebę go napisać. Mam ochotę siąść i pisać, pisać, pisać… co właśnie czynię, co już dostarcza mi pierwszych uśmiechów i poczucia radości. Tym razem, nie chcę zawracać sobie głowy jakimiś pierdołami – przecinkami, kropkami, powtórzeniami. Pragnę poczuć wolność i nic nie musieć. Zrzucić te kajdany, które sam na siebie nakładam. Uwolnić się od oczekiwań, cudzych świdrujących słów dezaprobaty i narzucanych schematów zachowania. Nie będę specjalnie ukrywał, że od zawsze mam w dupie to, co ludzie powiedzą. Co niestety nie oznacza, że czasem nie zaboli. Zaboli jak diabli, ale potem znowuż sobie myślę, że nie mogę pozwolić, aby jakiekolwiek złe słowa zawróciły mnie z ścieżki, którą sobie obrałem.

Często słyszę, że zajmuję się pierdołami. Marek to jest dobry, ale w pisaniu bajek… Po co tego bloga piszesz?! „A z pasji, matole” – tak chyba odpowiem, jak ktoś znowu zada takie pytanie. Zastanawia mnie, skąd właściwie bierze się w ludziach potrzeba, aby drugiego sprowadzić do parteru. Z głupoty, z wyrachowania? Ja nigdy tak nie robię, zresztą staram się z nikim nie pogrywać, nie robić drugiemu, co mi samemu byłoby niemiłe. Żyję na tym świecie już 26 lat i raczej towarzyszą mi gorzkie przemyślenia, co do ludzi i świata. Nie lubię w sobie, że nawet nie zamieniając z kimś ani słowa, już wiem, czego mogę się spodziewać. Szmata, szmaciarz, OOO! dobry człowiek. To niewątpliwie zamyka mnie na świat i kurwa mać chciałbym się częściej mylić w kierunku, pomyślałem szmaciarz, a okazał się inny. To naturalnie działa w dwie strony i w sumie jestem ciekawy, czy ktoś ocenił mnie jako szmaciarza, a potem zmienił zdanie. A może odwrotnie?

Światem zawładnęły szmaty i szmaciarze. Nie wymyśliłem tego sam, ponieważ zaczerpnąłem to od mojej koleżanki, która przy każdym naszym spotkaniu opowiada, że spotkała taką szmatę a takiego szmaciarza i jakby mogła, to by wyjebała w pysk. Czy tak wygląda właśnie niepudrowana rzeczywistość? Jakby każdy dostrzegł najpierw szmatę i szmaciarza u siebie, pewnie szmat i szmaciarzy byłoby mniej?! To wcześniejsze zdanie było do porzygu poprawne, niczym wyjęte z Biblii. Tego również w sobie nie lubię i trochę zazdroszczę mojej koleżance, że umie w tak bezkompromisowy sposób powiedzieć: „szmata” i nie rozwodzić się dłużej.      

To nie miał być post o szmatach i szmaciarzach, więc zmieniam temat, aby tak jak chcę, było o niczym, ewentualnie i w ostateczności o dupie Maryny. Marku, po prostu pisz, co ci ślina na język przyniesie. Czasem zwracam się do siebie bezpośrednio, dokładnie tak jak zrobiłem to przed chwilą. Kiedy niekiedy mówię Marku, Maro, a kiedy niekiedy debilu. Z zastrzeżeniem, że nie uważam się za debila, na ogół. Za to… nie, nie pisz tego! No dobra, powiem to, debili nie trzeba szukać ze świecą. Są wszędzie, zupełnie jak szmaty i szmaciarze. I znowu nie wymyśliłem tego sam. Mój kolega z pracy uważał wszystkich za debili. Ja go miałem za superdebila…

Jeśli jeden kolega przy mnie obgaduje innego kolegę, to ja mam pewność, że za chwilę lub dwie będzie obgadywał mnie przy kimś innym. Opatentuję to prawo pod nazwą „Prawo Cabaka” i zapiszę się na kartach historii. Btw. lepiej się nazywać Cabak niż Kutas czy Kutasiński, ale to nazwisko jest serio dziwne. Tylko że w mojej rodzinie nie ma lepszych. Oto przykłady: Czoch, Pacut i Burak (albo Karpiel?!, whatever!). Każdy ma to, na co zasługuje! Poleciałem po bandzie, jednym z najgłupszych przysłów, a co, a proszę bardzo.

Jak zwykle, brawo Marku, zamiast napisać o sednie swojego prawa, zacząłeś rozwlekać się o nazwisku i w dodatku w narracji przeskoczyłeś do trzeciej osoby. Ehhh. Naprawiam błąd. Z drugiej strony, już kompletnie nic trzeba byłoby nie mówić, bo wszystko byłoby obgadywaniem. I weź gadaj ciągle o pogodzie. Nie wiem, dla mnie plotkowanie o kimś nie jest fair, ale każdy to robi i ja też, a wręcz leży to w naturze ludzkiej, dlatego wszyscy jesteśmy obłudnikami. Nie za dobrze mi z tym, ale weź balonem poleć na księżyc, nie da się.  

Powiem Wam, że pogoda na moment, w którym to piszę jest do dupy. Wczoraj też była do dupy i zapewne jutro też będzie do dupy. Życie jest do dupy i ten post jest do dupy… a co gorsze jeszcze się nie kończy, bo takowo zostało mi kilka błyskotliwych myśli Wam do przekazania.

Szmaty i szmaciarze, debile i debilki tworzą świat, w którym przyszło nam żyć. W takim razie, kim jest ten, co tchnął w nich życie?! Wtarabaniłem się na grząski grunt, ale ten, kto wie to wie, a ten, kto nie wie to nie wie, o co mi chodzi. Sam nie wiem, o co mi chodzi! Ten post jest po prostu bezsensu, ale nie miał być z sensem. Prawda? To ogryzek! Odpad! Właśnie teraz sobie pomyślałem, ale ty Marku jesteś debilem!  

Jeśli ktoś sobie wykoncypował, że pisząc post o niczym, jestem pod wpływem czegoś, muszę Was rozczarować, ja już taki jestem, zapewne sam z siebie. Licznik wskazuje, że mam już 814 słów, więc dociągnę do 1000, a potem pójdę biegać. A jak wrócę, opublikuję ten wpis.

Ostatnie dwa tygodnie nie biegałem, ponieważ przytrafiła mi się kontuzja kostki. Kulałem jak stary dziad o lasce, tylko bez laski. Nawet nie przypuszczałem jak bardzo mi tego brakowało i jak bardzo bieganie wyciąga smutki, frustracje i pomaga radośniej żyć. Wczoraj jak już wiecie, pogoda była do dupy, a deszcz zmoczył mnie do majtek (szmaciarz z tego deszczu), ale i tak jadaczka mi się cieszyła. Przez jednego ciula żyłem w przekonaniu, że sport jest do dupy, a to ten ciul był do dupy nauczycielem. A nadto był jeszcze szmaciarzem.

Post o niczym sponsorują słowa: szmaciarz i szmata, debil i debilka oraz wyrażenie: do dupy. Język wyjęty wprost z Kiepskich, ale czego się spodziewać po kiepskim blogu, na którym pierwszy wpis był o Kiepskich, a nadto sam w sobie był też kiepski, ale w przeciwieństwie do tego postu, miał jakiś sens.      

Pora kończyć, osiągnąłem wszystko, co chciałem, czyli dokładnie nic. Co prawda, o dupie Maryny nic nie napisałem, przynajmniej w sensie dosłownym, ale chyba mi to wybaczycie. Oglądałem ostatnio Squid games, więc pewnie coś na ten temat na blogu będzie albo i nie. Zobaczy się! Tekst ma 1024 słów, jeśli ktoś był ciekaw, czy faktycznie dociągnąłem do 1000.

format autorski, grafika postu – pixabay

Yhm... to może nie być głupi pomysł?!

Aby dołączysz do grona subskrybentów Bywalca Życia. I Otrzymywać powiadomienia o nowych konkursach, wpisach i wielu innych akcjach.

Wyrażam zgodę na przekazanie moich danych osobowych do MailChimp ( więcej informacji )

Trzy żelazne zasady Bywalca Życia. Zero spamu. Bezpieczeństwo adresu e-mail. Możliwość wypisania się z listy subskrybentów w każdej chwili.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najlepsze
Inline Feedbacks
View all comments
Julia
Julia
4 miesięcy temu

No i kurwa prawidłowo!

trackback

[…] Post ogryzek, o niczym albo jak kto woli o dupie Maryny […]

Pojedztam
5 miesięcy temu

Obgadywanie innych jest bardzo brzydkie i nie powinno się tego robić.